Prawo mili zapowiedniej w dziejach Raciborza

Prawo mili zapowiedniej w dziejach Raciborza

Wielkość produkcji piwa w mieście dostosowana była do potrzeb mieszczan i okolicznych rynków zbytu, którym były położone wokół Raciborza wsie pańszczyźniane. Należały do księcia, rycerstwa – późniejszej szlachty, Kościoła, w tym zakonów, bogatych patrycjuszy oraz magistratu raciborskiego. W promieniu mili od murów miasta, karczmy w tych miejscowościach miały obowiązek zaopatrywać się w piwo tylko z Raciborza. Podobnym przywilejem cieszyli się mieszczanie opolscy.

W erze nowożytnej, zazdrośnie strzeżone przywileje miejskie wykluczające wolną konkurencję, doprowadziły do wzrostu cen i kryzysu gospodarki Raciborza. W 1510 roku, pod wpływem rajców, książę Walentyn potwierdził wszystkie przywileje miejskie. Uległ jednocześnie namowom patrycjatu oraz duchowieństwa i wypędził z Raciborza Żydów, których domeną był handel i wyszynk. W wystawionym na tę okoliczność dokumencie czytamy: „Również temu miastu przyrzekamy, że teraz i na wieczne czasy, my i nasi potomkowie książęta i panowie raciborscy, nie będziemy przyjmować Żydów do tego miasta i okolicy”.

          Pozbycie się konkurencji ze strony rzemiosła i kupiectwa żydowskiego działało na korzyść krótkowzrocznego patrycjatu raciborskiego, który zaczął monopolizować wszystkie dziedziny gospodarki. Jeszcze bardziej wzrosły ceny. Podupadł handel. Na podstawie zachowanych źródeł można zaobserwować spadek liczby ludności. Dokumenty wspominają o pustych, niezamieszkałych domach. Wpływ na to miały także groźne epidemie i pożary, jakie nawiedzały miasto. Z pożaru w 1574 roku ocalały jedynie cztery małe domki za kościołem kolegiackim i dwie słodownie. Przestał istnieć browar.

Na osłabieniu miasta skorzystała okoliczna szlachta. Możnowładztwo zaczęło coraz śmielej dążyć do ograniczenia mieszczańskich przywilejów, szczególnie tych, które sięgały poza mury Raciborza. W pierwszej kolejności chodziło o zagarnięcie zysków z handlu piwem. Szlachta wykorzystywała szereg środków nacisku. W jej rękach znajdował się handel ziemiopłodami, co pozbawiało miasta nie tylko dochodów z opłat targowych, lecz również narażało na dyktat cen zboża, z którego warzono piwo. Wsie zamkowe zaczęły się wyzwalać spod prawa mili zapowiedniej. Mieszczanie skarżyli się między innymi na Wacława Reiswitza. W 1603 roku zaopatrywał on swoje wsie w piwo z własnego browaru. Miał też wolny dom w Raciborzu z przywilejem piwowarskim. W folwarkach szlacheckich stawiano coraz to nowe słodownie i browary. Rosła produkcja piwa w browarze zamkowym. Produkcja była tam tańsza niż w mieście.

Rada miejska zaczęła gwałtownie poszukiwać drogi wyjścia z kryzysu. Na jej prośbę, 28 października 1609 roku, cesarz Rudolf II Habsburg przyjął Racibórz jako miasto bezpośrednio podległe jego władzy. Rozpoczął się bój o obronę przywilejów naruszanych przez możnowładztwo. Arcyksiążę Maciej, po koronacji na króla Czech, wyruszył jesienią 1611 roku do Wrocławia, by odebrać hołd od książąt i stanów śląskich. Stało się to 18 września 1611 roku, ale nie bez problemów. Maciej nie chciał bowiem uznać wszystkich przywilejów miejskich. Dopiero 26 września wymusili to na królu raciborzanie. Z przywilejem mili zapowiedniej nie poszło jednak tak gładko. Sprawa znalazła swój finał w 1612 roku.

Oba najważniejsze w księstwie miasta, czyli Opole i Racibórz, miały problem z udowodnieniem monopolu na zaopatrywanie w piwo wszystkich wsi w promieniu mili od murów miejskich. Magistraty nie posiadały poświadczających ten przywilej dokumentów. Cesarz Maciej stanął jednak po stronie mieszczan. Podstawą jego rozstrzygnięć był zwyczaj. W dyplomie cesarskim z 1612 roku czytamy: „(…) mieszkańcy z okolicy, nie bacząc na to, czy mają do tego prawo, czy nie, coraz bardziej naruszają ustalony w mieście porządek, przywożą żywność i nią handlują, co na wielką niekorzyść, wręcz na upadek miasta czynią, zatem przedstawioną nam najposłuszniej prośbę odnoszącą się do rozprowadzania i wyszynku piwa w gospodach we wsiach należących do naszego zamku opolskiego, tak jak byli to zobowiązani czynić nasi przodkowie i to od stuleci jak długo ludzie pamiętają i żadnej wątpliwości co do tego nie ma, że od kiedy miasto powstało i prawem miejskim wyposażone zostało, z prawa tego bez żadnych przeszkód i uszczerbku korzystali i nadal korzystają, prawo to wszędzie w starych posesjach zachowane zostało bez żadnych szczególnych przywilejów z wyjątkiem wspomnianego, starodawnego, poszczególnym posesjom przysługującego. My miasto z powodu naruszenia prawa rozlewania piwa po wsiach należących dziedzicznie do naszego zamku w Opolu czy też tych wiosek włączonych doń na podstawie prawa krajowego, które od kiedy ludzie pamiętają piwo z Opola pobierali i nadal pobierać powinni, łaskawie udzielamy miastu takiej asekuracji i zapewnienia, że te same wsie, nawet gdyby w międzyczasie zostały one dziedzicznie sprzedane czy w zastaw oddane, teraz i w przyszłych czasach uprawnione są tylko w mieście Opolu i nigdzie indziej piwo nabywać i takowe rozlewać i sprzedawać”. Taka sama argumentacja dotyczyła raciborzan. Złamanie zakazu groziło zarekwirowaniem towaru oraz dziesięcioma markami grzywny.

Cesarz zezwolił raciborzanom zaopatrywać w piwo czternaście karczm we wsiach zamkowych. Przyznał im wyłączność, ale sukces miasta był połowiczny. Monarcha pominął bowiem sporne wsie, gdzie piwo odtąd dostarczała już szlachta.

Pogląd na średniowieczne rozwiązania prawne wspólne dla Raciborza i Opola daje również, datowane na 27 sierpnia 1648 roku, pismo mieszczan opolskich do śląskiej komory cesarskiej w sprawie zaopatrywania czterdziestu pięciu wsi zamkowych, zarządzanych wówczas przez Wazów polskich, w piwo nie pochodzące z browaru mieszczańskiego. „Wysoce i jaśnie i szlachetnie urodzeni. Pomiędzy wieloma zmyślonymi nowościami, gwałtownymi zamachami, zmuszeniami i skargami, tak według już trwających tradycji naszych księstw opolskiego i raciborskiego i tutejszego naszego zwyczaju miasta podległych przez króla wyznaczonej zwierzchności, bez prawa, de facto i siłą, na wielokrotny sposób, bez baczenia na nasze prawem uzasadnione przedstawienia (niestety, niech Bóg będzie miłosierny) wiele nam uczyniono, co już się dzieje i to w jasny dzień, jest w szczególności tym najmniej znaczącym, że przeciwko naszemu miastu, które posiadają przywileje i swobody teraz publicznie i bez ogródek, przy tym jeszcze w samym mieście i to na duchownym gruncie w klasztorze franciszkańskim warzone jest piwo zamkowe i rozprowadzane po wsiach do zamku należących, w których nie ma praw być sprzedawane piwo inne niż piwo miejskie pod groźbą kary pieniężnej 10 marek, to wsie są przeciwko ich własnej woli zmuszane do wyszynku tego nowego piwa zamkowego. Według tego jednak wy, łaskawi panowie, wiecie, że tego rodzaju postępowania bez prawnych podstaw sprzeciwia się krajowym i światowym compactum – a w szczególności cesarskiemu prawu, stanowi naruszenie cesarskiego immunitetu, swobody i udzielania łask, które myśmy od długich lat w spokojnym posiadaniu, niczym nie naruszonej zażywali, nawet pryncypialnie przeciwne są już suwerenom (…) praktykuje się i czyni, co również prowadzi do znaczącego uszczuplenia Waszej cesarsko-królewskiej mości zmieniających się regaliów związanych ze ściąganiem 13-go – 5-go grosza od piwa, jak niemniej znaczące i uszczuplające dochody tego w najwyższym stopniu zniszczonego miasta, które jest tak biedne i nie starcza często na najuboższe jedzenie, a więc jest to coś wysoce niebezpiecznego na dalsze lata”.

Opublikowane przez
WAW
Dołącz do dyskusji

1 komentarz
  • Jak możnowładcy mogli dążyć do osłabienia mieszczan skoro miasta należały do możnowładców i były w większości prywatne? I to oni, możnowładcy, zdobywali kolejne przywileje dla swoich miast, które ekonomicznie podporządkowywały sobie pobliskie wioski innych dziedziców razem z ich włościanami. Brak logiki w tym artykule.

WAW

Wydawca, redaktor naczelny - zapraszam do kontaktu autorów oraz czytelników pod adresem mailowym ziemia.raciborska@gmail.com