Racibórz w aktach CIA (4)

Racibórz w aktach CIA (4)

Tym razem z archiwum amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) przedstawiamy raport nr 5949 z dnia 28 lipca 1954 roku pod ogólnym tytułem „Description of the Country”, czyli „Opis Kraju” (z dodaniem kodu Raciborza – 3802), zawierający informacje p.t.:

Brutalny reżim w Raciborzu

Informatorką CIA jest dwudziestoletnia dziewczyna z Polski. Jest ona narodowości niemieckiej i dlatego nie mogła kontynuować nauki szkolnej po wojnie [!! – PN]. Po osiągnięciu 14 lat musiała długo i ciężko pracować w domu i w gospodarstwie rodziców, a także w wielu fabrykach. Ostatnio zajmowała stanowisko operatorki dźwigu w Zakładach Elektrod Węglowych 1 Maja [chodzi o obecną firmę „Tokai COBEX” – PN]. Cały czas po wojnie spędziła w Raciborzu i jest świetnie zorientowana w stosunkach panujących w mieście.

Strona tytułowa raportu CIA nr 5949

„Co drugi dzień mieszkańcy Raciborza są odcięci od wody i prądu. Występują one na dwie godziny z rana i na trzy godziny wieczorem (od godz. 19:00 do 22:00) każdego poniedziałku, środy i piątku. Mimo, że prąd nie jest odcięty, panuje zakaz używania elektryczności każdego dnia po godzinie 10:00 wieczorem. Jako uzasadnienie podaje się ludności konieczność nie obciążania przestarzałej elektrowni w Raciborzu a z drugiej stronę potrzebę oszczędzania węgla.”

„Zapasy żywności były w Raciborzu niewystarczające. Niektórych produktów zawsze brakowało i ciężko było je dostać, np. masło i mleko. Rodziny z dziećmi poniżej jednego roku mają pierwszeństwo w zakupie mleka, ale nie ma go nawet dla nich. Ludność najbardziej narzeka na fakt, że nigdy nie ma wystarczająco chleba. Pod piekarnią stoją długie kolejki, a chleb sprzedaje się po kilku godzinach. Każdy klient dostaje przydział po dwa kilogramy chleba, a ci, którzy pracują w placówkach państwowych mogą dostać dodatkowe pół kilograma. Kiełbaski nie są produktem deficytowym, ale mięso, np. wieprzowinę czy wołowinę jest już bardzo trudno dostać. Tłuszcze zwierzęce, np. smalec, są tak deficytowe, że w kolejkach po nie powstają zamieszki. Margarynę i tłuszcze roślinne można łatwiej dostać, jednak ich jakość pozostawia dużo do życzenia.”
„Wiele ludzi kupuje trudno dostępne produkty w sklepikach spółdzielczych albo w gospodarstwach rolnych wokół miasta. Teren okolic Raciborza jest bogaty w uprawy, głównie owoców i warzyw. Poza nimi mieszkańcy miasta od rolników kupują masło, mleko i mięso. Rolnicy (dzisiaj nadal większość gospodarstwa jest prywatna) mogą sprzedawać jedynie to, co im zostanie po wywiązaniu się z obowiązkowych dostaw. Muszą sprzedawać po określonych cenach, a mięso mogą sprzedawać jedynie, jeżeli posiadają zezwolenia na ubój i wykonali plan dostaw obowiązkowych. Ziemniaki są jednym z najpopularniejszych produktów, ponieważ ludzie wolą zapłacić farmerowi więcej, niż kupować słabej jakości towary w sklepie. Informatorka uważa, że rolnicy, mieszkający pod Raciborzem, mają się dobrze i w porównaniu do mieszkańców miasta mogą być zadowoleni z sytuacji.”

Otwarcie Domu Towarowego na Rynku – 18.12.1948 r.

„Wiele ludzi w mieście hoduje świnie oraz drób, jeżeli mają takie możliwości. Mieszkańców miasta nie dotyczą obowiązkowe dostawy i mogą przeprowadzać ubój świń, kiedy chcą. Jedynym zastrzeżeniem jest, że muszą dokonać uboju w państwowej rzeźni. Skóry ubitych zwierząt są przejmowane przez rzeźnię na sprzedaż. Skóra średniej wielkości świni jest warta 27 złotych.”

Poza artykułami spożywczymi jest wiele innych towarów deficytowych. Żyletki, garnki i wiadra są najcenniejsze. Mydło i proszek do prania nie zawsze są dostępne. Materiałów zarówno drogich, jak i tańszych, jest wiele, natomiast buty, rajstopy i rzeczy bezcenne dla rzemieślników, jak gwoździe, farby są bardzo deficytowe. Jedynie „przodownicy pracy” mają uprawnienia do zakupu rowerów i aparatów radiowych. Są jednak inne nielegalne i droższe sposoby na ich kupno. Ludzie muszą dbać o siebie, jak tylko potrafią. Każdy, kto ma znajomego lub rodzinę w sklepie lub magazynie może wejść w posiadanie rzeczy nieosiągalnych. To potwierdza, że mimo oficjalnego braku aprobaty, nepotyzm i faworyzacja są akceptowane w Polsce.”

„To nieunikniony wynik systemu gospodarczego, który nie zapewnia normalnych, a nawet niezbędnych zasobów dla ludzi.”

„Jednak przy niektórych okazjach Państwo czuje się zobowiązane względem obywateli – ale zdarzają się one bardzo rzadko. Kiedy ktoś się żeni – a dla wielu ludzi to nadal jednorazowa w życiu sytuacja – może kupić dziesięć kilogramów mięsa. Kiedy w rodzinie rodzi się dziecko, przysługuje jej również dodatkowe mięso, jednak tylko trzy kilogramy. Aby dokonać specjalnego zakupu, należy uzyskać zgodę Prezydium Miejskiej Rady Narodowej [taka była ówczesna nazwa Urzędu Miasta – PN].”

„Każda zatrudniona kobieta, mająca ubezpieczenie zdrowotne, która urodzi dziecko, otrzymuje wyprawkę, składającą się z sześciu pieluch, dwóch płaszczy, dwóch spodenek, 20 metrów płótna, wełnianego kocyk i kauczukowego prześcieradła. Poza tym otrzymuje jeszcze dotację w wysokości 1.000 – 1.600 złotych, które w większości wydawane są zwykle na zakup wózka dziecięcego. Zależnie od jakości wózki kosztują od 600 do 800 złotych. Jeżeli tylko ojciec dziecka jest zatrudniony, rodzina otrzymuje tylko połowę dotacji.”

„Istnieją jednak sklepy w mieście, gdzie można kupić praktycznie wszystko i to o 25 % taniej, niż w normalnych sklepach. Ale te sklepy nie są dostępne dla przeciętnego mieszkańca. Przeznaczone są tylko dla funkcjonariuszy milicji i Urzędu Bezpieczeństwa. Tutaj mogą dokonać zakupu bez stanie w długiej kolejce i słuchania powiedzeń: ‘Dzisiaj już nie ma. Proszę spróbować jutro lub w przyszłym tygodniu.’ W tych sklepach specjalnych, nazywanych ‘za żółtymi firankami’, nie brakuje ‘towarów deficytowych’, a ich jakość jest znacząco lepsza, niż w innych sklepach. Sklepik dla milicji i Urzędu Bezpieczeństwa zlokalizowany jest na placu Wolności. To najpiękniejszy i największy sklep w mieście.”


Czytelnicy przyznają nam zapewne, że tytuł raportu o „czerwonym reżimie w Raciborzu” jest przesadzony. Wspomina się w nim o trudnościach życia codziennego mieszkańców Raciborza, które dla przeciętnego pracownika CIA, nie mającego żadnych trudności zaopatrzeniowych, mogą wydawać się horrendalne. W raporcie pominięto natomiast przejawy ucisku politycznego. Nawiasem mówiąc Amerykanie, służący jednostkach wojska i jednostkach specjalnych na terenie Niemiec Zachodnich, jeszcze w latach 1970-tych korzystali ze specjalnych sklepów.

Anna Newerla, Paweł Newerla

Opublikowane przez
WAW
Dołącz do dyskusji

1 komentarz
  • Te zamieszki pod sklepami nie są przesadzone. W raporcie z Rydułtowa (listopad 1971) jest mowa o bijatyce kobiet kolejce do mięsnego. Tak się pobiły, że musiały zostać zabrane przez karetki pogotowia. W tym samym raporcie jest, że w Chorzowie dwie osoby zadeptano na śmierć w kolejce po chleb a w Bytomiu, w kolejce po ocet, dwie kobiety się pobiły i jedna zmarła od uderzenia w głowę. Ta druga miała rozprawę sądową. Tak było po wojnie nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. We Francji dochodziło do zamieszek głodowych a w Niemczech do reformy walutowej nic nie było w sklepach. Dzień po wprowadzeni D-Mark sklepy się zapełniły. Na Zachodzie dzięki planowi Marshalla szybciej odbudowano gospodarkę. Wojska amerykańskie w Niemczech pewnie do dziś mają swoje sklepy na osiedlach. Ponad 20 lat temu pracowałem na takim osiedlu i takie sklepy za dolary i z amerykańskimi towarami tam były. https://storage.osaarchivum.org/low/f3/0d/f30ddbdd-b8fe-4524-8f7a-051d921b2e65_l.pdf

WAW

Wydawca, redaktor naczelny - zapraszam do kontaktu autorów oraz czytelników pod adresem mailowym ziemia.raciborska@gmail.com