W marcu 1911 roku relacje handlowe między Browarem Obywatelskim w Tychach a Browarem Książęcym w Raciborzu zostały poddane ciężkiej próbie. Powodem napięć stała się kwestionowana jakość drożdży, których zanieczyszczenie potwierdziły specjalistyczne analizy przeprowadzone w odległej Kopenhadze. Dokumentacja z tamtego okresu rzuca światło na bezkompromisowe standardy higieny, jakich przestrzegano w ówczesnym przemyśle piwowarskim.
Historia konfliktu rozpoczęła się 2 marca, kiedy do tyskich piwnic dotarł transport surowca z Raciborza. Już pierwsze próby fermentacji wzbudziły czujność tamtejszych piwowarów, co skłoniło ich do wysłania próbek do uznanego laboratorium w Kopenhadze. Wyniki ekspertyzy, które dotarły do Tychów kilkanaście dni później, okazały się dla strony raciborskiej druzgocące. Wykazano bowiem, że dostarczone drożdże były całkowicie zanieczyszczone obcymi organizmami, wśród których prym wiodły dzikie drożdże oraz bakterie z rodzaju Sarcina.
Obecność bakterii Sarcina (paciorkowców czworościennych) stanowiła dla browarników szczególne zagrożenie. Są to drobnoustroje niezwykle odporne na działanie chmielu, które w sprzyjających warunkach beztlenowych namnażają się w gotowym piwie. Ich działalność prowadzi do nieodwracalnych wad produktu: piwo mętnieje, nabiera nieprzyjemnego, mdłego zapachu oraz specyficznego, niekiedy wręcz miodowo-maślanego posmaku, który całkowicie dyskwalifikuje je w oczach konsumenta. Dla zakładu o renomie browaru tyskiego dopuszczenie do takiej infekcji oznaczałoby ogromne straty wizerunkowe i finansowe.
W oficjalnej korespondencji z 13 marca dyrekcja z Tychów wyraziła głębokie zdziwienie, że tak znaczący i nowoczesny zakład jak Browar Książęcy w Raciborzu dopuścił do ekspedycji surowca o tak niskim standardzie biologicznym. Kiedy strona raciborska próbowała odpierać zarzuty, zapewniając o sterylności swoich linii produkcyjnych, Tychy odpowiedziały kolejnym pismem z 23 marca. Argumentacja była chłodna i rzeczowa: podczas gdy próbki od innych dostawców pozostawały nieskazitelnie czyste, jedynie te pochodzące z Raciborza konsekwentnie wykazywały obecność infekcji. Spór zakończył się stanowczym żądaniem zwrotu zapłaconej kwoty, kładąc cień na dotychczasową opinię o niezawodności raciborskich piwowarów.








